Tematyka self-helpu, organizacji czasu, “lifehacków” kawałek czasu temu mi się przejadła. Niestety, większość opracowań tego rodzaju opiera się głównie na wykorzystywaniu wad naszej (tj. ludzkiej) osobowości, a przede wszystkim naiwności. Wystarczy naobiecywać używająć odpowiedniego tonu, dodać trochę sprawdzonych truizmów i “produkt informacyjny” gotowy. Mistrzem tego rodzaju wydawnictw jest Anthony Robbins, który powinien raczej tworzyć seminaria na temat manipulacji ludźmi lub sztuki skutecznej prezentacji, jego audiobooki lepiej prezentują się bowiem pod tym względem, nie urzekając zawartością. Nawet co lepsze książki / podcasty / audiobooki / filmy rzadko kiedy są w stanie przynieść zauważalne i __pernamentne__ efekty. Pozatym, czytając dziesięty raz tą samą oklepaną, chcę się zakrzyknąć - “bullsh*t!”, podobnie jak czytając opowieści niejakiego Stefka na temat telekinezy.
Palm T|X, a GTD i nie tylko
piątek, 6 kwiecień 2007, w kategoriach: Inne, Linux, Getting Things Done, Lifehacks
Natchniony jakąś dziwną weną wyłożyłem niedawno nieco gotówki i zakupiłem sobie palmtopa, a konkretnie model Palm T|X wraz z dwugigabajtową kartą SD. Może to po prostu była mi potrzebna jakaś nowa “zabawka”, a że nie posiadałem dotąd nigdy tego typu komputera, ani nawet nie używałem takowego dłużej niż 2 minuty, T|X spełnia to kryterium doskonale.
Piszę “zabawka”, ponieważ Palm okazał się także solidnym narzędziem. W ładnym szarym pudełku otrzymujemy naszą maszynkę, do tego ładowarkę z zestawem wymiennych wtyków (dopasowanych do różnych standardów “elektrycznych”), kabel USB, doczepianą “okładkę” na palma z czegoś skóropodobnego, płyte z rozmaitym softwarem i bonusami (np. garść ebooków w palmowym formacie pdb) plus bajery w rodzaju naklejek objaśniających sposób wprowadzania tekstu do Palma.
Sam komputer jest bardzo dobry. Ładnie wygląda, przy czym nie jest to typowy obecnie gadżetowy design, mamy tu doczynienia bardziej z “biznesową” elegancją. W środku kryje się ponad 300-megaherzowy procesor Intel, 128 mb pamięci, wbudowane WiFi i Bluetooth, ekran o rozdzielczości 320×480 pikseli i gniazdo pamięci SD/MMC. Pod wyświetlaczem mamy 4-kierunkowy kontroler z przyciskiem oraz cztery dodatkowe guziki, które domyślnie umożliwiają szybki dostęp do ulubionych aplikacji.
5 rzeczy
sobota, 17 marzec 2007, w kategoriach: Inne
Miałem unikać wpisów osobistych, ale że naliczyłem już 4 osoby (Rodrigo, Tomash, RavBaker i Ludwik Siadlak) które mnie taggneły, zapodaje co następuje (w końcu):
1. Zdecydowanie jestem dzieckiem PC/Internetu. Komputer miałem w domu odkąd skończyłem 5 lat i od razu była to maszyna bodaj klasy XT. Grać się na tym bardzo nie dało, ale zawsze to PC, z żadnymi Commodore ani Amigami nie miałem wogóle doczynienia, na Atari grałem trochę u najlepszego kumpla w grę pt. Hamurabi. Na Internet przyszło mi poczekać dłużej (śmigałem na modemie w podstawówce, ale dokładnej daty nie jestem w stanie podać), ale i tak odegrał on w moim życiu bardzo wielką rolę - za pośrednictwem Internetu dostałem pierwszą poważną pracą (do której przyuczyłem się najpierw za pośrednictwem sieci), dziewczynę na studniówkę poznałem za pośrednictwem soszal netłorkingu, krawat nauczyłem się wiązać przez YouTube, itp. Kiedy mam jakiś problem, instynktownie pierwsze co robie to zarzucam Google. Trochę mnie to czasem przeraża, ale już chyba taka moja karma.
2. Lubie eleganckie gadżety. Moleskine nie jest dla mnie zwykłym notatnikiem, nie zamieniłbym Leathermana Juice na zwykły scyzoryk, swoje słuchawki darzę prawie romantycznym uczuciem. Czy muszę dodawać, że nie jestem zbyt oszczędny? Obecnie marzy mi się bądź MacBook, bądź Sony Vaio - jednak na kanapie pracuje się dużo wygodniej… Tylko szkoda przeznaczać te pleny na zaspokojenie podłych żądzy konsumpcyjnych :D
3. Mój mózg wykazuje wyjątkową zdolność do kolekcjonowania losowych wycinków informacji. Kawałki przeczytanych artykułów, rzeczy przez kogoś mówione potrafią przyjść mi do głowy w miesiące po ich pierwszym przyswojeniu, chociaż nie przywiązywałem do nich wtedy jakiejś szczególnej wagi. Nie zwracałem specjalnej uwagi na tą cechę, zauważenie jej to jedna z korzyści z lektury książki pt. “Now, discover your strengths” i test w niej zawartego.
4. Łatwo dostosowuje się do otoczenia, w którym przebywam, może nawet zbyt łatwo. W pewnym zakresie zachowuje się zupełnie inaczej w zależności od grona osób z którymi akurat przebywam. W innym towarzystwie mogę się wydawać kimś zupełnie innym. Ma to taki plus, że ponoć ludzie lubią ludzi podobnych do siebie, minusem jest natomiast zatracenie nieco własnej unikalności, cokolwiek by to miało znaczyć.
5. Właśnie nie dostałem się na MIT :D
Prawie nie czytam polskich blogów, a autorzy tych które czytam zostali już trafieni, dlatego nie zapodaje dalszych ofiar.
Rekrutacja na MIT
poniedziałek, 30 październik 2006, w kategoriach: Inne, Programowanie
Studia w Massachusetts Institute of Technology dla wielu “geeków” (w tym dla mnie) są wielkim marzeniem. W końcu to uczelnia-legenda. Do niedawna sam nie zdawałem sobie nawet sprawy że absolutnie każdy posiadający odpowiednią silną chęć można na MIT poprostu zaaplikować. Dopiero mój Szef wyprowadził mnie z błędu…
W związku z tym, że dane mi było (i jest, bo dalej opisanego procesu sam jeszcze nie zakończyłem) składać tam aplikacje postanowiłem przybliżyć innym co w praktyce trzeba zrobić aby zostać studentem prawdopodobnie najbardziej giczej uczelni na świecie albo przynajmniej mieć taką teoretyczną szansę.
Przewodnik po Internecie by Sztywny
sobota, 25 marzec 2006, w kategoriach: Inne
Wielu ludzi, niekiedy nawet całkiem inteligentnych, żywi pogląd że “Internet to śmietnik”. I w zasadzie, przy pierwszym kontakcie ktoś nietechniczny (lub inaczej nie-geek) może bardzo łatwo odnieść takie wrażenie, szczególnie jeśli ten pierwszy raz miał miejsce stosunkowo niedawno. Popularne portale, których nazw przez grzeczność nie wymienie, są zawalone reklamami, treści w nich głoszone są niewiele lepsze albo jeszcze gorsze od tych z TV, a ich wyszukiwarki, cóż, ssą - na pierwszych miejscach dla dowolnego hasła znajdziemy przewaznie głównie śmiecie.
Takie tam, “przemyślenia”
poniedziałek, 13 marzec 2006, w kategoriach: Inne, Lifehacks
Chciałbym wyjaśnić tym wpisem kilka rzeczy… Kiedy zaczynałem prowadzić ten blog, tu na titaniumhosting.com, miałem już jako taką wizję tego, co będzie stanowić treść tutejszych wpisów. Później wizja ta się zmieniała, byłą przerwa, potem powrót z trochę już innymi założeniami itp. Koniec końców, na dziś dzień, “mission statement” tego bloga, to tak samo jak na początku pisać o rzeczach wspaniałych, które mnie osobiście fascynują. Tylko szczegóły trochę się zmieniły.
Podcasting
czwartek, 9 marzec 2006, w kategoriach: Inne
Podcasting to jedno z modnych słów epoki Internetu, termin robiący kariere na zachodzie, a w Polsce wciąż jakoś mało znany, mimo że nie jest to jakaś wielka nowość. Idea jest prosta - regularnie co jakiś czas publikujemy na jakimś serwerze pliki dźwiękowe z dowolną treścią, tak jak robimy to z wpisami w przypadku bloga i udostępniamy specjalny feed rss pozwalający poinformować użytkownika o tym, że pojawił się nowy odcinek. Teoretycznie z podcastów powinno korzystać się ze pomocą specjalnych programów, w praktyce jednak większość osób zamieszcza na swoich stronach także bezpośrednie, normalne linki do plików .mp3.
Kalendarz 2.0
niedziela, 12 luty 2006, w kategoriach: Inne
30 Boxes. Kolejna dynamiczna aplikacja oparta na AJAXie próbuje zawojować serca użytkowników i trzeba przyznać, że robi wrażenie. Jest to kalendarz, nie pierwszy wykonany w ten sposób, ale wyjątkowo bogaty w funkcje. Tagi, wyszukiwanie, skórki, integracja z feedami rss, komunikacja z innymi osobami używającymi tej samej aplikacji, mnogo opcji, dobra dokumentacja… Do GTD zorientowanego na komputer jak znalazł - polecam przynajmniej obejrzeć.
A tak nawiasem mówiąc, można się śmiać z “drugiego łebu”, ale fakt faktem jest, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy dokonała się jakaś mniejsza czy większa, ale rewolucja - z topornych webmailów przeszliśmy do szerokiej gamy użytecznych aplikacji tylko i wyłącznie sieciowych, dostępnych z każdego komputera, o czym Bill G. z pewnej wielkiej firmy śnił pare lat temu… To coś więcej niż pastelowe kolory i zaokrąglone rogi, jak próbują nam wmówić przeciwnicy całej idei, ale też jeszcze nie druga odsłona sieci, jak starają się nas przekonać entuzjaści. Tak czy inaczej, bardzo jestem ciekaw, co będzie dalej.
Szybkie odświeżenie
niedziela, 12 luty 2006, w kategoriach: Inne, Lifehacks
Jesteś na nogach od długich godzin, powieki Ci się kleją, ledwo łazisz, a tu masz coś do skończenia, klasówkę jutro, a nic jeszcze nie umiesz itp. itd. Potrzebny Ci “kop”. Trzy RedBulle to niekoniecznie najlepszy pomysł, a już napewno nic, co zrobiłby prawdziwy “lifehacker” :> Proponuje kilka prostych rozwiązań:
- Wywietrz pomieszczenie, w którym przebywasz, przy okazji weź kilka głębokich oddechów
- Zjedz coś, i niech to nie będzie hamburger, na głodnego nic nie zrobisz, a badziewne pożywienie osłabi Cię jeszcze bardziej. Jakieś nie podtrute mięsko/wędlinka + warzywa będą za to okej.
- Weź naprzemienny prysznic - zaczynasz ciepłą wodą, potem zimną, ciepłą, znowu zimną… Za każdym razem natrysk kierujesz najpierw na serce (coby nie doznać szoku termicznego, co prawda to się tyczy chyba głównie 80-latków, ale ostrożności nigdy za wiele), a potem na reszte ciała. Kończysz zimną wodą. Jeśli nie masz siły wleźć do kabiny, to przynajmniej zastosuj to tylko do twarzy.
- Walisz kawkę i natychmiast idzesz się zdrzemnąć na 15 minut - naukowcy z Uniwersytetu w Anglii odkryli, że taka “kofeinowa drzemka” znacznie obniża poziom adenozyny, hormonu, który sprawia że chcę nam się spać. Za Achieve-IT!
- Kiedy nic innego nie działa, pozostaję hardkorowy sposób z branży DTP. Idziesz do apteki, kupujesz nalewkę Lecitan, zachodzisz do domu, robisz dość mocną kawę i na zmianę żłopiesz trochę tego, trochę tego. Sposób pierwotnie wypłynął na Usenecie
Nie warto przesadzać z mocą kawy, bo serce zaczyna łupać, łapy się trzęsą, a dynia dalej opada - lepiej zdecydować się więc na “średnio energetyczną”. Zastosowanie nawet wszystkiego razem, zajmie Ci góra 30 minut, a może uczynić resztę dnia dużo, dużo bardziej produktywną.
Oczywiście nie biorę odpowiedzialności absolutnie za nic.
Trzymaj formę, ponad normę!
sobota, 4 luty 2006, w kategoriach: Inne, Lifehacks
Żyjemy w społeczeństwie ludzi chorych. Może się to wydawać przesadą, ale pomyśl - ilu znasz ludzi, którzy absolutnie nigdy nie narzekają na swoje zdrowie, na żadne bóle, którzy są w stanie np. bez zadyszki wbiec na 4 piętro? Zero? Jednego? Większość ludzi notorycznie niedosypia, odżywia się byle czym, nie uprawia żadnego sportu i regularnie się przeziębia. W dodatku z wiekiem, zamiast dbać o siebie coraz bardziej, lenistwo nasila się, i tak otyłych 40-latków jest o wiele więcej niż takichże 20-latków.
Nie zdajemy sobie sprawy z tego, o jak wiele lepiej moglibyśmy się czuć, jak wiele więcej radości sprawiałoby nam życie, gdyby tylko chciało nam się zadbać o swoje ciało tak, jak właściciele luksusowych aut dbają o swoje maszyny. Na pewno zdążyłeś pomyśleć już o tysiącu wyrzeczeń jakie czekałby Cię gdybyś chciał wprowadzić jakaś dietę, o pocie jaki musiałbyś wylać żeby wreszcie zdobyć jako taką kondycje, o kosztach siłowni itp. itd. A czy pomyślałeś o tym co jest stawką? O tym, że mógłbyś być szczupły, mieć sylwetkę jaką sobie wymarzysz, wyglądać młodo nawet wtedy kiedy wszyscy dookoła już się zestarzeją (Paul Bragg zginął w wieku 95 lat, surfując na desce, a Arthur De Vany w wieku ponad 60 lat wygląda tak), czuć się świetnie przez cały czas, o tym że mógłbyś prawie nigdy nie chorować? Tak, to wymaga pracy, ale kiedy zobaczysz pierwsze efekty, nie będziesz chciał wrócić do starego trybu życia. Zastosuj to, o czym piszę w następnych paragrafach przez 30 dni, a gwarantuje że odczujesz zmianę na lepsze.