“Getting Things Done” dla geeków
czwartek, 23 luty 2006, w kategoriach: Getting Things Done, Lifehacks
Tradycyjne “Getting Things Done” z ksiażki Allena jest nastawione głównie na biznesmenów - konteksty są przystosowane do częstego zmieniania miejsc pobytu, do ciągłych spotkań itp. Praca nas, geeków ma trochę inną specyfikę - pracujemy tam, gdzie jest akurat pod ręką jakiś komputer, reszta ma często małe znaczenie. Dochodzą do tego często różne typowo nerdzie cechy, jak spędzanie czasu w domu także przed kompem, niechęć do wychodzenia gdziekolwiek itp. Powstaje więc problem przystosowania GTD do realiów pracy programisty/admina/webmastera, co zapoczątkowało ten wątek na forum 43 Folders, co z kolei skłoniło mnie do napisania tego postu.
Podstawowa sprawa to ustawienie kontekstów. Tradycyjne podejście jest bez sensu, bo prawie cała praca idzie wtedy do @computer, a nie o to przecież chodzi. Najrozsądniejszym wyjściem jeśli faktycznie komputer jest naszym głównym miejsce pracy wydaję się być skategoryzowanie - podzielenie @computer na @programming, @html, @mail, @design, @support itp. wedle własnego uznania. Ciekawa była też jedna z propozycji z forum, aby kontekstów nie dzielić wg. fizycznego położenia, a raczej wg. sił potrzebnych do wykonania zadania np. @low-concentration, @high-concentration, @mindless itp.
Reszta treści książki odnosi się już do geeków tak samo jak do wszystkich innych, nie ma większych problemów. Dochodzą tu za rzeczy nie związane z samym systemem GTD, a kluczowe dla produktywnej pracy z komputerem. Mam tu na myśli wiele różnych spraw, o części z nich będe pewnie pisał w cyklu o ulubionych aplikacjach, tu zaś postaram się wspomnieć o rzeczach ogólnych i najbardziej podstawowych.
Zacząć powinniśmy od utworzenia sensownego drzewa katalogów w katalogu domowym użytkownika pod Linuxem, lub na osobnej, dużej partycji w Windowsie. Zdumiewające jak wielu ludzi trzyma swoje pliki rozrzucone Bóg wie gdzie po całym dysku, szukając później 20 minut potrzebnego dokumentu… Nie można być produktywnym, będąc narażonym na takie rozpraszające uwagę problemy. I tak moje drzewko wygląda np. tak:
- audio - podcasty, audiobooki, “mówione” mp3
- burning - kiedy chcę wypalić CD z shella, wrzucam tu wszystkie pliki a potem wydaję magiczna komendę makeiso && burn, zdefiniowaną jako alias w zsh
- docs - dokumentacje, e-booki
- downloads - “skrzynka odbiorcza”, tu idą wszystkie nowe pliki, w większości z Internetu, stąd ta nazwa, ale równie dobrze folder mógłby nazywać się “inbox”. To co się tu znajdzie, będzie trzeba prędzej czy później wrzucić do któregoś z pozostałych katalogów drzewa.
-
graphics
- design - materiały źródłowe do robienia stron www, gównie fotki z sxc.hu i tym podobnych serwisów
- fonts - niestandardowe czcionki inspiration - różne inspirujące fotki z różnych miejsc w sieci
- own - grafiki własnego autorstwa, nie ma ze mnie rysownika, więc idą tu głównie wykonane przeze mnie elementy stron www
- photos - osobiste zdjęcia z różnych wyjazdów, imprez itp. wallpapers - tapety
- music - muzyka, mam tu podmontowaną osobną partycję, bo wiadomo że idzie to w gigabajty
-
others - rozmaitości
- dos - katalog c: dosbox’a
- icons - ikony wchodzące w skład aktualnego pulpitu
- playlists - playlisty
- projects - własne projekty, każdy w osobnym katalogu, strony www, programy
- public - katalog publiczny serwera www
- txt - własne teksty, wpisy z bloga, pliki od GTD
- video - filmy, również osobna partycja
Sprzątanie chwila potrwa, ale każdy, absolutnie każdy plik musi znaleźć swoje miejsce wewnątrz drzewa katalagów, a taką segregację trzeba co i raz to powtarzać. Ale ma to tak dużo plusów, że naprawdę warto. Nigdy więcej zastanawiania się, gdzie się coś posiało. Warto też wyciągnąć skróty do każdego z katalogów na pierwszym poziomie drzewka na pulpit, albo do jakiegoś menu dostępnego w każdej chwilii - i mieć niezbędne dane zawsze pod ręką.
Następna sprawa to dobór oprogramowania. To temat rzeka, każdy ma własne preferencje w tym względzie, jak wiadomo w tej chwilii toczy się 2048 świętych wojen na temat wyższości jednego programu nad drugim… Najważniejsze, żeby zawsze wybierać programy o największych możliwościach, używać jednego programu do jednego celu i dobrze opanować swój zestaw. Co ciekawe, najbardziej niepozorne aplikacje często zapewniają największy wzrost produktywności. Moi osobiści faworyci w tym wzgledzie to zsh, subversion, zestaw narzędzi gnu, emacs. O każdym z nich napiszę, bądź już napisałem osobno, ale ważna jest idea. Ile razy zdarzyło ci się schrzanić coś w trakcie pracy, tak że musiałeś przez długi czas cofać to do stanu sprzed 15 minut? Subversion mogło cię przed tym ochronić. Nie ma (choć można użyć frontend) GUI, kolorowych guzików, nie przyciąga, a mimo to jest jednym z najważniejszych dla mnie narzędzi. Podobnie kiedy potrzebuje zmienić nazwy 200 plikom, nie odpalam jakiegoś genialnego menadżera plików, tylko zsh, które z takimi rzeczami radzi sobie śpiewająco. Także nie oceniaj ksiązki po okładce, czy whatever.
No i na koniec - wyłącz przeszkadzacze. Dźwięki w komunikatorze doprowadziły by do szewskiej pasji nawet świętego, sprawdzanie poczty co 5 minut zrobi z Ciebie technologicznego zombie zanim się zorientujesz, a rssy też wystarczy sprawdzić raz dziennie - w końcu wymyślono je żeby zaoszczędzić, a nie stracić czas. Zawsze pod ręką miej też kluczową aplikację - guzik, który po wciśnięciu wyłączy komputer. Technologia to narzędzie, a najważniejsze dzieje się w Twojej głowie.
Dodaj do del.icio.us | Dodaj do wykop.pl
Komentarze (RSS):
sztywny, 24 luty 2006, 7:02 am
Patrz tutaj: http://www.alvit.de/handbook/, dział “royalty free photos”. Oprócz serwisów tam wymienionych, także na flickr.com trafiają się zdjęcia na licencji Creative Commons, które można wykorzystać we własnej stronie www czy coś. I of kors tak, zdjęcia z sxc.hu można legalnie wykorzystywać do własnych celów.
kameowy, 24 luty 2006, 12:02 pm
Wielkie dzięki. Właśnie planuję zrobić porządnego bloga i popisać o sensownych rzeczach, z których ktoś może czegoś się nauczy i grafika napewno się przyda.
palik, 29 październik 2007, 8:12 am
zatestowałem 4 aplikacje online do gtd, ja uzywam remember the milk, przenosny dysk 120GB i hipster pda :) poza tym część zadań mam w aplikacji do helpdesku a część w poczcie firmowej… niezły bajzel